Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

Grzanie odpadami też może być drogie

Katarzyna Nocuń Marceli Sommer
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dania planuje ograniczenie „śmieciowych mocy”. Obecnie dają tam one jedną czwartą ciepła sieciowego.
ShutterStock

Spalanie śmieci ma być receptą dla polskiego zasilanego węglem ciepłownictwa, ale Bruksela coraz mocniej blokuje finansowanie tego typu projektów. 

Komisja Europejska w ramach tzw. taksonomii, klasyfikacji działalności gospodarczej pod względem wpływu na środowisko, odebrała właśnie inwestycjom w ciepłownie opalane odpadami status zielonych. Utrudni to dostęp do finansowania tego typu projektów, nie tylko z pieniędzy unijnych, ale i na rynku prywatnym.

Dla branży ciepłowniczej to problem, bo w Krajowym Planie Odbudowy, który ma służyć wykorzystaniu unijnych pieniędzy na wychodzenie z kryzysu covidowego, założono, że odpady mają być obok źródeł odnawialnych sposobem na zastąpienie ciepła z węgla. Wytyczne przyjęte dla środków z funduszu odbudowy mówią jasno: działalność, która wiąże się ze spalaniem odpadów na znaczącą skalę, jest szkodliwa dla środowiska.

Polskie ciepłownie zasilane węglem znalazły się w poważnych tarapatach już wcześniej w związku z rosnącymi cenami praw do emisji dwutlenku węgla. Bez interwencji rządu, który wydał rozporządzenie umożliwiające szybką korektę taryf, części z nich groziłaby upadłość.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska pytane o możliwość finansowania transformacji ciepłowni w kierunku ciepła z odpadów ze środków unijnych odpowiada, że jest w stałym kontakcie z przedstawicielami KE i dyskutuje o możliwym zakresie wsparcia tego typu instalacji. – O wynikach tych rozmów będziemy informować niezwłocznie po ich zakończeniu – podaje resort.

KE, zapytana przez nas o plany polskiego rządu, odmawia komentarza na temat konkretnych zapisów KPO. Zaznacza jednak, że każdy projekt związany ze spalaniem odpadów niesie ze sobą ryzyko negatywnego wpływu na cele środowiskowe. – Złagodzenie niektórych spośród tych ryzyk jest do pewnego stopnia możliwe, w innych przypadkach mogą one być dla KE podstawą do stwierdzenia, że projekt łamie zasadę niepowodowania istotnych szkód dla środowiska – tłumaczy nam Daniel Ferrie z biura prasowego Komisji.

Z rozmów z przedstawicielami Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wynika, że samorządy są zainteresowane pozyskiwaniem ciepła z odpadów. Tego typu inwestycje są już realizowane z pomocą pieniędzy z NFOŚiGW. – Nawet jeśli nie będzie możliwości pozyskania środków unijnych, pozostają krajowe – słyszymy.

Spalanie odpadów w instalacjach, które wykorzystują je do produkcji energii elektrycznej bądź cieplnej, pomoże wyeliminować węgiel z miksu, ograniczy ilość śmieci składowanych na wysypiskach oraz spalanych na otwartej przestrzeni, słowem: przyczyni się do redukcji emisji gazów cieplarnianych – przekonują orędownicy tej technologii, niezadowoleni z decyzji KE.

W 2019 r. na wysypiska trafiło aż 43 proc. naszych odpadów, prawie dwa razy więcej niż wynosiła unijna średnia.

Ekolodzy wskazują jednak, że instalacje tego typu pozostają jednym z głównych źródeł szkodliwych zanieczyszczeń, m.in. dioksyn. Pod względem emisji dwutlenku węgla wypadają korzystniej od instalacji węglowych, ale gorzej niż gazowe. Według raportu zleconego przez fundację ClientEarth w 2018 r. z europejskich spalarni do atmosfery trafiło 95 mln ton dwutlenku węgla. To ok. 2 proc. ogółu unijnych emisji. Aktywiści obawiają się też, że rozbudowa ciepłowni na odpady będzie na dłuższą metę napędzać ich wytwarzanie oraz spalanie materiałów, które mogłyby zostać przetworzone w inny sposób. Powód: konieczność utrzymania ciągłości pracy spalarni.

Przywołują przykład Danii, która dokonała jednych z największych inwestycji w tego typu instalacje i pozyskuje z nich 5 proc. energii elektrycznej i prawie jedną czwartą ciepła sieciowego. Utrzymanie pracy instalacji wymaga od niej importu odpadów na masową skalę. Teraz Kopenhaga stara się ograniczyć „śmieciowe moce” (o 30 proc. do końca dekady), ale wiąże się to z kosztami, bo wiele kredytów zaciągniętych na budowę spalarni nie zostało jeszcze spłaconych. Ekolodzy twierdzą też, że obecne moce tego rodzaju w UE są więcej niż wystarczające, by osiągnąć równowagę w zakresie przetwarzania odpadów. Według danych branżowych spalana jest ponad jedna czwarta odpadów powstających w Europie.