
Większość państw UE, obawiając się kosztów ekonomicznych, nie chciała obejmować sankcjami dostaw rosyjskiego gazu (jak chciały m.in. Polska i kraje bałtyckie).
Jak pisaliśmy w DGP w zeszłym tygodniu, z rąk Unii wymknęły się już sporządzone na początku inwazji plany ograniczenia importu o dwie trzecie w tym roku, a dyskusja o przyjęciu wiążących celów i terminów, tak jak stało się to w przypadku ropy i produktów naftowych, niemal zupełnie zamarła. Zamiast skoordynowanego i sprawnego procesu redukowania dostaw unijna „27” pozostawiła gazową derusyfikację w rękach poszczególnych państw członkowskich. Tym samym, jak się okazuje, otworzyła pole do dalszych manipulacji dla Kremla.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

