Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

Derusyfikacja, której nie było. Polski rynek zalewa nowa fala taniego paliwa ze Wschodu

Marceli Sommer
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Rosja sankcje Rosja surowce
Odejście do końca 2022 r. od płynnego gazu LPG z Rosji deklarował niecały rok temu premier Mateusz Morawiecki.
ShutterStock

Do zapowiadanego przez rząd odejścia od dostaw LPG ze Wschodu nie doszło, a polski rynek boryka się z nową falą super-taniego gazu z Rosji, która cofa proces paliwowej dywersyfikacji.

Gaz płynny ze Wschodu, który według deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego miał zostać wyrugowany z naszego rynku do końca ub.r., stanowi wciąż większość krajowego importu. A od początku 2023 r. – jak potwierdzają rozmówcy DGP z branży – zaczął się prawdziwy zalew tego produktu sprzedawanego po zaniżonych cenach. Korzyści dla konsumenta są nikłe, bo większość marży zgarniają pośrednicy, za to potencjalne koszty dla bezpieczeństwa energetycznego Polski w razie wstrzymania dostaw przez Moskwę – są poważne.

Odejście do końca 2022 r. od płynnego gazu LPG z Rosji szef rządu zadeklarował niecały rok temu. Na kwietniowej konferencji prasowej mówił, że gaz używany przez ponad 3 mln użytkowników samochodów, a także do ogrzewania domów, będzie podlegał „tym samym ograniczeniom i restrykcjom, które zaproponowaliśmy wraz z radykalnym odejściem od węglowodorów”. Dzień wcześniej Sejm, głosami posłów rządzącej większości, odrzucił propozycję, by w procedowanych przepisach o zakazie importu rosyjskiego węgla, uwzględnić także płynny gaz.

Obietnica zatrzymania rosyjskich dostaw LPG nie została spełniona do dziś. Odpowiednich przepisów nie przyjęto w kraju i również aktualnie – jak wynika z informacji przekazanych nam przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska – nie toczą się prace, które zmierzałyby w tym kierunku. Rząd zabiega natomiast od miesięcy – jak dotąd bezskutecznie, mimo poparcia państw bałtyckich i Irlandii – o objęcie LPG sankcjami unijnymi, które od lutego obowiązują wobec innych produktów naftowych z Rosji. W międzyczasie rosyjski gaz płynny legalnie trafia na polski rynek, a według naszych informatorów z branży w ostatnich miesiącach jest go coraz więcej.

- W styczniu zaczęła się zmasowana sprzedaż rosyjskiego gazu po zaniżonych cenach. Ta polityka sprawiła, że różnica cen między gazem rosyjskim a zachodnim urosła do niespotykanych rozmiarów – opowiada jeden z naszych rozmówców z branży. Na zastrzyku taniego gazu przeciętny konsument korzysta w ograniczonym stopniu, bo – jak słyszymy – wiodącą rolę w kształtowaniu cen autogazu ma Orlen i są one powiązane z trendami na rynkach międzynarodowych. Niższe ceny przekładają się więc głównie na marże pośredników: zarabiają kilkadziesiąt groszy więcej na każdym sprzedanym litrze paliwa.

Istnienie zjawiska potwierdza Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. - Rosjanie dają 30-40 proc. upustu na ropę, ale także wybrane produkty rafineryjne. Pokusa jest więc ogromna – mówi. Obraz rosnącego na powrót udziału Rosji w dostawach LPG potwierdzają też dane rynkowe, do których dotarliśmy. Choć wyliczenia Polskiej Organizacji Gazu Płynnego za pierwsze 9 miesięcy mówią o udziale Rosji w polskim imporcie na poziomie niespełna 49 proc., dla całego roku – jak się dowiadujemy – przekroczył on połowę, a w pierwszych miesiącach 2023 r. znaczenie rosyjskich dostaw dalej rosło. Organizacja przyznaje, że pierwsze symptomy odbicia rosyjskich dostaw pojawiły się już w sierpniu-wrześniu ub.r., wraz z nabierającymi tempa przygotowaniami na sezon grzewczy i narastającymi problemami logistycznymi związanymi m.in. z priorytetowym traktowaniem transportów węgla na kolei.

Część branży chciałoby działań rządu, które zatrzymają falę LPG ze Wschodu. W awangardzie tej grupy jest Gaspol, największy dystrybutor gazu w Polsce należący do holenderskiej Grupy SHV, który ogłosił odejście od dostaw rosyjskich zaraz po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

Jakie restrykcje na LPG

- Chcemy sankcji na gaz rosyjski. Nie powinniśmy finansować wojny, która toczy się za naszą wschodnią granicą. Tymczasem kontynuujemy zakupy, które w każdym miesiącu pozwalają rosyjskim koncernom zarabiać dziesiątki milionów dolarów – setki milionów złotych – mówi DGP Ewa Gawryś-Osińska, prezeska Gaspolu. - Najlepiej byłoby, żeby restrykcje zostały wprowadzone na poziomie unijnym, ale pod ich nieobecność odpowiednie decyzje mogą zapaść w Warszawie. Brak sankcji UE nie powinien być argumentem uzasadniającym brak działań na poziomie krajowym – podkreśla. Tym bardziej, że – według wyliczeń Gaspolu – Polska jest w stanie w pełni zaspokoić swoje zapotrzebowanie na LPG dostawami z alternatywnych kierunków. - Niestety dziś nie widać działań podążania w tym kierunku ani po stronie firm działających na naszym rynku, ani po stronie rządu. Rynek miał rok na reorganizację i zmianę kierunków dostaw. Zamiast tego widzimy regres, bo wielu importerów kieruje się kryterium ceny i kontynuuje „business as usual” – dodaje Gawryś-Osińska.

Ale nie wszyscy podzielają tę opinię. Większość branży jest sceptyczna wobec możliwości przeforsowania sankcji na poziomie krajowym. - Unilateralne środki ograniczające oznaczałyby realnie, że surowce trafiałyby do Polski przez europejskich pośredników, np. przez państwa bałtyckie – ocenia Bartosz Kwiatkowski, dyrektor generalny POGP. Według innego z naszych rozmówców minimum, żeby zapewnić egzekwowalność sankcji, byłoby podjęcie wspólnych działań przez Polskę i kraje bałtyckie.

Andrzej Sikora przekonuje, że najlepszym sposobem na uderzenie w Rosję w przypadku paliw, ale i innych towarów, byłoby ograniczenie płatności. - Opłaty za zakontraktowane dostawy powinny być realizowane na rachunki powiernicze. Rosyjskie firmy mogłyby otrzymywać – na mocy decyzji politycznej – jakąś określoną część pieniędzy, np. umożliwiającą pokrycie kosztów produkcji. Reszta byłaby deponowana na odpowiednio zabezpieczonych kontach. Do odebrania – lub przekazania na pokrycie reparacji wojennych – po zakończeniu konfliktu – proponuje ekspert ISE.

Orlen prawie wolny od rosyjskiego gazu

Za formułą unijną opowiada się także Orlen, który ma ok. 1/3 udziału w krajowym rynku płynnego gazu. Koncern zrezygnował z zakupów u podmiotów rosyjskich i – jak nas poinformował – zaspokaja obecnie 85 proc. swojego zapotrzebowania produkcją własnych rafinerii oraz morskimi dostawami od zachodnich dostawców. „Pozostała część, związana z bieżącym bilansowaniem produkcji oraz wahań popytowych, pokrywana jest zakupami od podmiotów krajowych” – zaznacza płocka spółka. W branży słychać jednak, że przy rosnącym udziale gazu rosyjskiego w polskim rynku, to „bilansowanie” odbywa się także z jego udziałem. - To nie wynika z pobudek ekonomicznych, a z logistyki i kształtu rynków lokalnych – zastrzega nasz rozmówca.

W dominujące stanowisko mówiące o konieczności działań na poziomie UE wpisuje się także Paweł Bielski, prezes spółki Polski Gaz, który stoi jednocześnie na czele Polskiej Izby Gazu Płynnego. - Bez sankcji unijnych nie jest możliwe zablokowanie dopływu rosyjskiego gazu do Polski i nie zmienią tego żadne sankcje na poziomie krajowym – uważa. Te ostatnie – według niego – przyniosą więcej szkód niż korzyści: polski przedsiębiorca, a w ślad za nim konsument zapłaci wyższą cenę kupując ten sam rosyjski produkt sprowadzany przez unijnych pośredników. Opowiada się jednocześnie za sankcjami i unijnymi – które, według niego, powinny być ściśle egzekwowane, „zwłaszcza w ważnych portach przeładunkowych, jak ARA czy Gdańsk”.

Nie da się?

Ale szef Polskiego Gazu – spółki, która jest częścią petrochemicznego imperium rodziny Goldowskich, rosyjskich miliarderów, którzy na początku lat 2000. przenieśli się do Austrii (przed osiedleniem się w Europie i uzyskaniem austriackiego obywatelstwa Jakow Goldowski stał na czele koncernu Sibur, który jest dziś największym rosyjskim eksporterem LPG do Polski) – idzie dalej i kwestionuje deklaracje konkurentów, którzy twierdzą, że odcięli się od rosyjskiego paliwa. - Mogę zaryzykować stwierdzenie, że obecnie nie ma na polskim rynku ani jednej firmy, która importowałaby tylko i wyłącznie zachodni gaz – nawet, jeśli twierdzi lub sądzi, że tak jest – mówi DGP Bielski.

Przekonuje też, że odwrót rynku od rosyjskich dostaw trwa, choć na początku 2023 r. proces ten nieco przyhamował. Zamiast o zaniżonych cenach paliwa rosyjskiego Bielski woli mówić o „horrendalnie wysokich” jego zdaniem stawkach w europejskich portach, dla których brak podstaw w postaci zwiększonego zapotrzebowania na gaz płynny. - Rynek ARA (zespół portów Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia – DGP) opanowało kilku traderów, którzy zakontraktowali pełne moce tamtejszych terminali przeładunkowych i nie dopuszczają nikogo z zewnątrz, zarabiając w nieuzasadniony sposób na odbiorcach z Europy centralnej – twierdzi prezes Polskiego Gazu. Wprost zarzuca też konkurencyjnemu Gaspolowi, że – za pośrednictwem holenderskiej spółki-matki – jest uwikłany w ten proceder i pod płaszczykiem derusyfikacji dąży do monopolizacji polskiego rynku.

Nie zyskuje konsument, cierpi bezpieczeństwo energetyczne

Ale nie tylko Gaspol mówi o rosnącej zależności od rosyjskiego gazu. Menedżer z innej wiodącej spółki paliwowej odrzuca w rozmowie z DGP twierdzenia o zawyżaniu cen w portach ARA i przekonuje, że oznaki niestandardowego zachowania cen i znamion „centralnego sterowania” przejawiają za to notowania gazu rosyjskiego.

- Zalew rosyjskiego gazu rozkłada polski rynek. Jest tak tani, że wypiera z rynku LPG sprowadzane z rynków zachodnich. Ci, którzy „jadą na ruskim paliwie”, mają dużo lepsze wyniki finansowe, więc spółki rezygnują z zakontraktowanych wcześniej dostaw w portach ARA. To poważne zagrożenie z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. Na jesieni możemy nasza zależność od Rosji może być głębsza niż o tej samej porze w roku ubiegłym – mówi nasze źródło, dodając, że ryzyka te przewyższają dziś te związane ze skutkami ewentualnych sankcji.

Dlaczego mimo to rząd nie chce uruchomić dostępnych instrumentów krajowych? Zdaniem Andrzeja Sikory, złożyły się na to m.in. doświadczenie perturbacji, jakie przyniosło wprowadzane ścieżką krajową embargo węglowe oraz sankcje na rosyjski Novatek, który był głównym dostawcą gazu dla spółek ciepłowniczych w kilku polskich miejscowościach. - Z punktu widzenia światowych interesów tej spółki czy przychodów budżetowych Rosji nie miało to większego znaczenia. LPG na tle ropy naftowej czy diesla to niewielki rynek, poza tym Zachód dalej kupuje rosyjski gaz, bo nie jest objęty sankcjami – wyjaśnia ekspert. Z punktu widzenia rosyjskich eksporterów gazu płynnego Polska jest jednak znaczącym klientem, z udziałem rzędu 30 proc.

Deficyt w infrastrukturze

Najgłośniej opowiadający się za sankcjami Gaspol rzeczywiście może być beneficjentem ewentualnego embarga. Jest operatorem największego krajowego terminalu LPG w Gdańsku, a to właśnie dostawy morskie są najważniejszym kluczem do zastąpienia gazu rosyjskiego. Sam Gaspol szacuje jego maksymalne możliwości na ok. milion ton rocznie – to więcej niż dwa pozostałe terminale (orlenowski port w Szczecinie i zarządzany przez spółkę Alpetrol terminal w Gdyni) razem wzięte. A to nie koniec atutów konkurencyjnych Gaspolu, bo dysponuje on też dostępem do portu i podziemnych magazynów LPG w szwedzkim Karlshamn, gdzie możliwy jest odbiór paliwa z większych tankowców, m.in. z USA.

Zapytaliśmy szefową spółki o to, czy spółka jest skłonna „dzielić się” tymi aktywami. - Jesteśmy w stanie zwiększać naszą przepustowość i – na zasadach rynkowych – udostępniać terminal innym podmiotom. Taka współpraca już dziś ma miejsce. W przypadku niektórych konkurentów opiera się na korzystaniu z naszych dostaw, inni sami kontraktują gaz i płacą nam za przeładunek – deklaruje Gawryś-Osińska. Spółka zastrzega zarazem, że decyzja o odwrocie od dostaw ze Wschodu i podejmowane od lat wysiłki na rzecz dywersyfikacji wiązały się z kosztami. - Od lat inwestowaliśmy w niezależność regionu od nieprzewidywalnego rosyjskiego dostawcy i dzięki temu 24 lutego byliśmy gotowi. Dzięki temu teraz jest nam łatwiej opowiadać się za sankcjami, to prawda, ale trudno, żebyśmy teraz dzielili się korzyściami z podjętych zawczasu działań za darmo – tłumaczy szefowa Gaspolu.

Dziś wszystkie trzy krajowe terminale, nawet działając na maksimum przepustowości, nie będą w stanie zaspokoić potrzeb importowych polskiego rynku, które przekraczają 2 mln ton rocznie. Brakująca część mogłaby być realizowana koleją, ale to rodzi dodatkowe komplikacje logistyczne i kosztowe. Zdaniem części rozmówców DGP rozwiązaniem mogłoby być udostępnienie na cele importu LPG części przepustowości terminalu Grupy Azoty w Policach, który będzie mógł odbierać nawet 500 tys. ton paliwa do produkcji petrochemicznej. Inwestycja obejmuje pogłębiony tor wodny, który pozwoli na przyjmowanie tankowców o dużych pojemnościach.

Za dalszym rozwojem infrastruktury portowej – tak, by zwiększyć możliwości odbioru LPG z alternatywnych kierunków – opowiada się Orlen. Paweł Bielski mówi o potrzebie budowy nowego terminalu, do którego równy dostęp mieliby wszyscy importerzy. W Gaspolu słyszymy z kolei, że spółka jest zainteresowana rozbudową istniejącego portu w Gdańsku oraz jego bazy magazynowej. Gdyby taka inwestycja doszła do skutku i uzyskały wsparcie publiczne od rządu albo ze środków unijnych, mogłoby to otworzyć na nowo kwestię zasad udostępniania terminalu stronom trzecim. W jednym nasi rozmówcy są jednak zgodni: każda z dróg do zwiększenia możliwości odbioru dostaw morskich LPG to – w obecnym reżimie regulacyjnym – perspektywa co najmniej 2-3 lat.

Przez kraje bałtyckie – na Ukrainę

Tymczasem wezbrana fala rosyjskiego LPG dociera też do Ukrainy, która jest jednym z największych w regionie odbiorców tego paliwa i zaopatruje się w nie przede wszystkim na rynkach Polski i państw bałtyckich. O zwielokrotnionym wolumenie dostaw z Rosji do Litwy, Łotwy i Estonii napisały w styczniu światowe media (według agencji Reutera na te trzy rynki trafiło łącznie ponad 330 tys. t rosyjskiego gazu płynnego, w porównaniu do 159 tys. w roku poprzednim). Gaz ten, jak potwierdzają nasze źródła, był reeksportowany do Ukrainy – często po zmieszaniu z produktem nierosyjskim. W lutym problem dostrzegła ukraińska Rada Najwyższa. Deputowani z komisji energii zwrócili się w tej sprawie z apelem parlamentów krajów bałtyckich. „Wzywamy naszych partnerów i sojuszników, aby (…) ograniczyli swój import gazu płynnego pochodzącego z Rosji poprzez nałożenie bezpośredniego embarga lub zastosowanie instrumentów fiskalnych, które sprawią, że zakup rosyjskich towarów przestanie być atrakcyjny z ekonomicznego punktu widzenia” – czytamy w dokumencie, w którym zapewniono jednocześnie o wdzięczności za wsparcie Litwy, Łotwy i Estonii i ich stanowczą postawę wobec agresora. 
 

POLSKI RYNEK LPG
POLSKI RYNEK LPG /
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe