
Optymiści liczą, że planowane przez UE cło przyczyni się do globalizacji klimatycznych regulacji i standardów. Ale są też obawy przed instrumentalizacją nowych opłat w interesie bogatszej części świata.
W tle przygotowań do pierwszej od dwóch lat konferencji klimatycznej, która ma się odbyć w listopadzie w Glasgow, jest coraz wyraźniejszy antagonizm między krajami rozwijającymi się a rozwiniętymi. Źródłem napiętej atmosfery są m.in. komplikacje w dostępie do szczytu związane z pandemią, które najdotkliwiej uderzają w przedstawicieli globalnego Południa. Z drugiej zaś – niewypełnione obietnice najzamożniejszych państw sprzed 12 lat dotyczące przeznaczania od 2020 r. minimum 100 mld dol. rocznie na pomoc klimatyczną ze środków publicznych i prywatnych. Według OECD w praktyce zebrano dotąd ok. 80 mld dol., a organizacje pozarządowe takie jak Oxfam sugerują, że biorąc pod uwagę fakt, iż znaczna część tych środków to pożyczki, wartość rzeczywistej pomocy może być nawet kilkukrotnie niższa.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

