Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

Czy możemy osiągnąć neutralność klimatyczną bez atomu?

Marceli Sommer
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
elektrownia atomowa
O tym, że atom powinien być uwzględniony w miksie przyszłości, są też przekonani naukowcy z interdyscyplinarnego zespołu ds. kryzysu klimatycznego przy prezesie PAN
shutterstock

Polska nie potrzebuje elektrowni jądrowych, żeby wytwarzać energię bezemisyjnie – przekonuje część ekspertów. Rząd i zwolennicy atomu obawiają się, że to droga do uzależnienia od gazu

Zestawienie konkurencyjnych strategii dążenia Polski do neutralności klimatycznej – z udziałem energetyki nuklearnej lub bez niego – to najważniejszy element przedstawionej wczoraj analizy Aurora Energy, międzynarodowej firmy analitycznej specjalizującej się w rynku energetycznym. Według niej w 2050 r. możliwe byłoby wyprodukowanie przez nasz kraj ponad 80 proc. prądu z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii (OZE). Brakujące kilkanaście procent mocy stabilizujących mogłyby zapewnić elektrownie i elektrociepłownie wodorowe oraz gazowe wyposażone w system wychwytu i magazynowania zanieczyszczeń. W przypadku realizacji planu maksimum dotyczącego atomu, a więc budowy reaktorów o łącznej mocy 9 GW, udział OZE może być nieco mniejszy, na poziomie 71 proc. W ocenie ekspertów Aurory nie oznacza to jednak, że taki model miksu jest bezpieczniejszy czy bardziej ekonomiczny. Jak przekonują, stabilizacja systemu opartego w ponad dwóch trzecich na źródłach odnawialnych w dalszym ciągu wymagać będzie rozbudowy mocy gazowych i wodorowych. Bezemisyjna produkcja wodoru wymaga prądu – tańszego w przypadku wykorzystywania nadwyżek z OZE, a droższego w przypadku atomu. Miks z udziałem atomu oznaczać może – ich zdaniem – nawet o 20 proc. wyższe ceny elektryczności w hurcie, a w konsekwencji większy import prądu.