
Nowy system opłat za emisje, który - zgodnie z planami Brukseli - ma od 2026 r. objąć budynki i transport, rodzi w całej Europie obawy o wzrost obciążeń dla najuboższych.
W zeszłym roku skutki jego wprowadzenia przeanalizowali eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego i doszli do wniosku, że tzw. mini-ETS wiązałby się z dużymi kosztami dla niezamożnych obywateli. Według wyliczeń rządowego think tanku najuboższy kwintyl (czyli jedna piąta) unijnych gospodarstw musiałby się liczyć z podwyżkami cen energii rzędu 50 proc. rocznie. Instytut wykazał też, że Polacy zapłaciliby większą od unijnej średniej cenę uruchomienia nowego ETS. W scenariuszu umiarkowanych cen pozwoleń na emisje w systemie już w 2030 r. najmniej zamożne gospodarstwa miałyby się liczyć z rachunkami wyższymi o ponad 50 proc., a w perspektywie 2040 r. wzrosty przekroczą 60 proc. Dla porównania przy zastosowaniu tego samego modelu Francuzi dopłaciliby do rachunków dodatkowe 25 proc. w 2030 r. i 30 proc. w 2040 r.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

