Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

Dwugłos klimatyczny w Berlinie może jeszcze trwać

Magdalena Cedro
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Angela Merkel nie przesunie daty odejścia Niemiec od węgla. To ukłon w stronę biznesu, który może jednak utrudnić CDU przekonanie wyborców do swojego zielonego oblicza. 

Chodzi o orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który przed miesiącem dał mocne wsparcie ekologom za Odrą. Sędziowie w Karlsruhe uznali, że obecnie obowiązująca w Niemczech ustawa o ochronie klimatu jest częściowo niezgodna z konstytucją, bo nie określa wystarczająco przejrzyście tego, w jaki sposób państwo zamierza redukować emisje po 2030 r. Podkreślili też, że walki ze zmianami klimatu nie można zrzucać na przyszłe pokolenia. Trybunał dał czas rządowi na odpowiedź do końca 2022 r., ale temat nabiera dużej wagi politycznej już teraz z powodu wrześniowych wyborów. Rządowi w Berlinie zależy, by ustawę znowelizować jeszcze przed nimi. Wyszedł już z propozycją przyjęcia bardziej ambitnych celów klimatycznych: niemieckie emisje do 2030 r. mają zostać zredukowane o 65 proc. zamiast o 55 proc., a neutralność klimatyczna ma zostać osiągnięta w 2045 r., o pięć lat wcześniej niż planowano do tej pory. O przyspieszeniu daty odejścia od węgla i wygaszeniu ostatniej węglowej elektrowni na razie jednak nie może być mowy, co zapowiedziała w miniony weekend kanclerz Angela Merkel. Przywódczyni chce, by Niemcy pozostały przy ustalonej w zeszłym roku przez rząd federalny dacie 2038 r. – Dotknięci tą decyzją potrzebują nieco przewidywalności na drodze do neutralności klimatycznej. Nie zamierzam tego zmieniać po jednym roku – oznajmiła. Wcześniej przyspieszenie sugerowała Svenja Schulze, minister środowiska i polityczka koalicyjnej SPD.