
Część analityków obawia się skutków nowych sankcji wymierzonych w rosyjskie rafinerie, ale Orlen uspokaja, że na stacjach rewolucji nie będzie.
Wczoraj w życie weszła kolejna transza sankcji naftowych przeciwko Rosji. Obowiązujące od grudnia unijne embargo na ropę dostarczaną tankowcami i – wprowadzony wspólnie z krajami G7 i Australią – limit cen na dostawy rosyjskiego surowca do państw trzecich, powyżej którego nie mogą one liczyć na usługi europejskich firm, zostają rozszerzone na produkty rafineryjne, w tym paliwo lotnicze i olej napędowy. To rezultat decyzji podjętych jeszcze w czerwcu ub.r., w ramach szóstego pakietu restrykcji nałożonych na Rosję.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

