
Wyższa składka zdrowotna dla osób jedzących mięso, zakaz wędkarstwa i jeździectwa – to tylko kilka spośród ostatnich pomysłów Sylwii Spurek, polskiej eurodeputowanej z grupy Zielonych, która swoim głównym znakiem rozpoznawczym uczyniła ekologię i troskę o los zwierząt. Była zastępczyni rzecznika praw obywatelskich i ekspolityczka Wiosny nawet o wegetarianach mówiła np., że będą się kiedyś wstydzić spożywania nabiału i jaj.
To podejście wywołuje niechęć, a nawet hejt, ale Spurek ma też grono fanów uważających ją za głosicielkę niewygodnych prawd. W pewnym sensie mają rację. Negatywny wpływ hodowli bydła czy transportu lotniczego na klimat i potrzeba ich ograniczania to realne problemy. Inną kwestią jest skuteczność. Wątpliwości mają nawet sojusznicy europosłanki. Ci łagodniejsi twierdzą, że polityka wymaga pragmatyzmu. Inni uważają, że wyższościowy ton Spurek zniechęca ludzi do spraw, o których mówi.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

