
Nasz spór z Brukselą to element konfliktu interesów krajów rozwiniętych i rozwijających się – sugeruje premier w Glasgow. Ale ten przekaz budzi wątpliwości
Deklaracja Indii o neutralności klimatycznej do 2070 r., firmowana przez USA i Unię Europejską umowa w sprawie redukcji emisji metanu o 30 proc. do końca dekady oraz plany dotyczące wycinki lasów - to niektóre z kluczowych wydarzeń pierwszego od dwóch lat szczytu klimatycznego w Glasgow. 110 sygnatariuszy tego ostatniego porozumienia, które w ciągu dekady ma przyczynić się do zatrzymania i odwrócenia procesu wylesiania planety, to kraje, których terytorium obejmuje aż 85 proc. powierzchni lasów na świecie. Jest wśród nich Polska, a także, co szczególnie istotne, Brazylia, przez dekady uznawana za jednego z głównych czarnych charakterów procederu wycinek. Kilkadziesiąt stolic zobowiązało się także do działań na rzecz wyeliminowania wycinek z łańcuchów dostaw żywności, m.in. produkcji oleju palmowego, soi czy kakao. Eksperci sygnalizują jednocześnie, że ambitne porozumienie nie przyniesie efektu bez idących w ślad za nim konkretnych działań i silnej woli politycznej. Jak wskazują, poprzednia umowa w sprawie lasów zawarta w 2014 r. nie przyniosła niemal żadnych efektów, jeśli chodzi o ograniczenie cięcia drzew. Jak do tej pory na szczycie zabrakło jednak przełomu w dziedzinach najpilniej obserwowanych przez specjalistów: pożegnania z węglem czy finansowania klimatycznego dla krajów rozwijających się.
Ten artykuł przeczytasz w ramach płatnego dostępu
Nie masz konta? Zarejestruj się
-37256087.png)
-37256079.png)

