Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

Reforma ETS okiem PGE: „Propozycja Komisji Europejskiej to punkt wyjścia do dalszych zmian”

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
oze, pge, ceny energii, energia
Reforma ETS okiem PGE: „Propozycja Komisji Europejskiej to punkt wyjścia do dalszych zmian”
fot. APChanel/Shutterstock
Shutterstock

Opublikowana 17 lipca przez Komisję Europejską propozycja reformy unijnego systemu handlu emisjami EU ETS to dobry punkt wyjścia do dalszych prac. Potrzebne są jednak głębsze zmiany strukturalne – ocenia PGE Polska Grupa Energetyczna. Zdaniem spółki, kluczowe jest ograniczenie wpływu kosztów uprawnień do emisji CO2 na ceny energii i zapewnienie płynności rynku po 2030 r.

W swoim stanowisku PGE przedstawia szereg postulatów dotyczących m.in. tempa redukcji uprawnień, funkcjonowania Rezerwy Stabilności Rynkowej oraz finansowania transformacji energetycznej.

Propozycja KE ws. ETS a ceny energii

Komisja Europejska zaproponowała zmniejszenie tempa redukcji uprawnień do emisji – współczynnik liniowej redukcji emisji (LRF) miałby wynieść 3,7 proc. w latach 2031–2035 i 1,7 proc. od 2036 r., wobec obecnych 4,3 proc. (4,4 proc. w latach 2028–2030). Propozycja zakłada również obniżenie wskaźnika uprawnień absorbowanych przez Rezerwę Stabilności Rynkowej (MSR) z 24 proc. do 12 proc. oraz dostosowanie jej funkcjonowania do malejącej podaży uprawnień, a także przedłużenie działania Funduszu Modernizacyjnego.

– Europa potrzebuje konkurencyjnych cen energii, co wymaga ograniczenia wpływu kosztów EU ETS. Z perspektywy PGE kluczowe jest również zapewnienie płynności rynku CO2 po 2030 r. oraz środków na inwestycje w transformację energetyczną. Osiągnięcie tych celów wymaga strukturalnych zmian w systemie EU ETS. Stąd też propozycję KE traktujemy jako początek dyskusji i punkt wyjścia do wypracowania dalszych rozwiązań, które będą odpowiadać na wyzwania stojące przed polską i europejską gospodarką – komentuje Marcin Laskowski, wiceprezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej ds. regulacji.

Postulaty PGE dotyczące Funduszu Modernizacyjnego i MSR

Według PGE, koszty uprawnień emisyjnych przenoszone w cenie energii elektrycznej stanowią dla polskich odbiorców przemysłowych ok. 40–50 proc. rachunku za energię, podczas gdy średnia dla UE wynosi – według danych Komisji Europejskiej – ok. 10 proc. Spółka wskazuje, że zwolnienie z obowiązku zakupu uprawnień do emisji dla jednostek wytwórczych pracujących do 1500 godzin rocznie mogłoby przyspieszyć transformację Grupy oraz poprawić bezpieczeństwo pracy systemu elektroenergetycznego. Według szacunków PGE - samo uwzględnienie tego postulatu obniżyłoby średnie roczne ceny energii dla klientów w Polsce nawet o 10–15 proc.

PGE postuluje utrzymanie finansowania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 r. na poziomie co najmniej 4,5 proc. całkowitej puli uprawnień EU ETS. W obecnej dekadzie Polska otrzymuje z Funduszu Modernizacyjnego ok. 173 mln uprawnień w latach 2021–2030. Spółka wskazuje na potrzebę dodatkowego wsparcia dla polskiej elektroenergetyki ze względu na odmienny punkt startowy transformacji i lukę inwestycyjną wynikającą z zaostrzenia unijnej polityki klimatycznej, a także na zasadność objęcia sektora elektroenergetycznego mechanizmem wspierającym inwestycje.

Sektor ciepłowniczy w kleszczach ETS

PGE zwraca uwagę, że sektor ciepłowniczy otrzymuje relatywnie niewiele bezpłatnych uprawnień do emisji – w przypadku spółki pokrywają one ok. 7 proc. potrzeb wynikających z emisji. Według PGE, dalsze ograniczanie alokacji zwiększyłoby presję kosztową na sektor, który jednocześnie finansuje transformację, zapewnia bezpieczeństwo dostaw i ogranicza wpływ kosztów EU ETS na ceny ciepła dla odbiorców. Spółka ocenia pozytywnie doraźne zwiększenie alokacji wynikającej z benchmarków dla ciepła i paliwa w latach 2026–2030 oraz stworzenie podstawy do ustanowienia sektorowych benchmarków po 2030 r.

Zdaniem przedstawicieli spółki, dalszych dyskusji wymaga objęcie kosztami ETS od 2031 r. instalacji termicznego przekształcania odpadów, odpowiadających według Komisji Europejskiej za ok. 40 Mt kopalnego CO2 rocznie. PGE zwraca uwagę, że instalacje te, poza unieszkodliwianiem odpadów, umożliwiają odzysk ciepła i energii, podczas gdy nie planuje się objęcia systemem składowisk odpadów, będących źródłem emisji metanu o wyższym potencjale cieplarnianym niż CO2.

Rola EU ETS w transformacji energetycznej Europy

EU ETS (ang. European Union Emissions Trading System) to unijny system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, funkcjonujący od 2005 r. Obejmuje m.in. sektor energetyczny, przemysł energochłonny oraz lotnictwo. Firmy objęte systemem muszą posiadać uprawnienia odpowiadające ilości wyemitowanego CO2 – część uprawnień otrzymują bezpłatnie, pozostałe kupują na aukcjach lub rynku wtórnym. Liczba dostępnych uprawnień jest z roku na rok zmniejszana zgodnie ze współczynnikiem liniowej redukcji emisji (LRF), co ma skłaniać uczestników systemu do ograniczania emisji.

System EU ETS jest jednym z głównych instrumentów unijnej polityki klimatycznej i ma istotny wpływ na koszty funkcjonowania sektora elektroenergetycznego i ciepłowniczego w Polsce, gdzie znaczna część mocy wytwórczych wciąż opiera się na źródłach emitujących CO2. System ma motywować do wymiany źródeł emisyjnych na nieemisyjne, ponieważ w przypadku dużego udziału źródeł emisyjnych koszty zakupu uprawnień przekładają się bezpośrednio – i bardzo mocno - na ceny energii i ciepła dla odbiorców końcowych, czyli głównie przemysłu oraz gospodarstw domowych.

W latach 2005–2025 polski miks energetyczny przeszedł głęboką transformację emisyjną. Udział węgla spadł z około 90 proc. (w tym kamienny 60 proc., a brunatny 30 proc.) do rekordowo niskiego poziomu ok. 50 proc. (kamienny ponad 30 proc., brunatny niespełna 20 proc.). Jednocześnie nastąpił skokowy wzrost udziału odnawialnych źródeł energii (OZE) oraz gazu ziemnego, które w 2025 r. stanowiły już odpowiednio ponad 31 proc. i 14 proc.

Wedle przyjętego przez rząd Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), w 2035 r. udział węgla (kamiennego i brunatnego łącznie) ma spaść poniżej 30 proc., a OZE wzrosnąć powyżej 60 proc.

Michał Perzyński